Blog Kulinarny GdzieZjesc.info - Porozmawiajmy o jedzeniu - Gotowanie - Podróże kulinarne

Zdrowe żywienie w galerii handlowej? Pani chyba żartuje!

Całkiem niedawno właściciel dobrej restauracji znajdującej się
blisko centrum handlowego pytał mnie o to, czy food court, czyli miejsce, gdzie ulokowano wszystkie lokaliki z jedzeniem, stanowi dla niego zagrożenie.

Dziś potwierdzam swoją odpowiedź – śmiem twierdzić, że niewielkie. Otóż przytoczę sytuację sprzed kilku dni.. wybaczcie brak zdjęć – są chwile, gdy zaskoczenie bierze górę.

 

Food court, dwójka ludzi wyczerpana zakupami decyduje się zjeść jakiś posiłek.
Do wyboru obowiązkowe w tych miejscach KFC, McDonalds.. lista jest jednak dłuższa:
Greek House z ociekającymi tłuszczem mussakami, Salad Story z nieciekawą niestety propozycją zieleniny, do tego wyglądającej, jakby leżała tam już dobrych parę dni, Subway – przewidywalny fast food kanapkowy, Thai Wok, przy którym panie wykrzykują, jak za starych dobrych czasów w stołówce ‚co podać?’, podczas gdy na ladzie bulgocze gęsty pewnie od kilkudniowego odgrzewania sos, w którym nawet sezam przestaje mieć rozpoznawalną strukturę. Aż chce się krzyknąć „NIC”!

Wybór nie jest prosty, bo niedaleko tych ofert, swoje trzy grosze dorzuca Sphinx
(mistrz frytek z dodatkami), Jeff’s z pseudo – amerykańską ofertą burgerów
z serkiem Turek marmurkowym, pizzerie, niewyszukane sushi.. ogromny wybór.
Przecież to nie problem zdecydować, na co się ma ochotę.

Ale problem pojawia się, gdy on mówi „ja dziś wybieram najprościej – kurczak w KFC”.
A ona odpowiada mu „zgoda, ale ja poszukam czegoś zdrowego”. I szuka..
Wertuje oferty, sprawdza menu, ogląda rzeczy długo odgrzewane w bemarach i choć ich oświetlenie działa pełną parą koloryzując obraz i działając na głodny mózg jak obietnica wielkiej gorącej czekolady z bitą śmietaną złożona dziecku po długim brykaniu na śniegu. I tak trafia na..

..idealne miejsce na każdego rodzaju posiłek. Lunch, nieformalne spotkanie biznesowe, przekąskę w trakcie zakupów, jak i posiłek przed kinem. To miejsce dla osób, które przykładają wagę do wartości zdrowotnej posiłków, jakości i smaku potraw, atmosfery, w jakiej je spożywają, a jednocześnie ceniących czas i wygodę. Menu inspirowane jest bogactwem kuchni polskiej oraz śródziemnomorskiej. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

Zamawia.. niewielki kawałek łososia, który w praktyce okazuje się wysuszoną resztką ryby tak mocno posolonej i przypalonej jednocześnie, że przestaje być zauważalny, obok warzyw, o które prosi dodatkowo. Prosi również o świeże surówki. I dostaje.. plastikową miseczkę posiłku za 22,07 zł. Siada obok niego – który właśnie przyszedł ze swoim zamówieniem z KFC. On – picie, spora porcja frytek, spora ilość kurczaków, Ona – już wie, że dała się nabrać na obietnicę jednego ze sklepów sprzedających ciepłe jedzenie. Bo ani Wiking, w którym zrobiła zakupy, ani KFC, w którym zamówienie złożył On nie jest i nie ma według mnie prawa nazywać się restauracją!

On reasumuje jej talerz gigantycznym uśmiechem i pytaniem.. Kochanie, a gdzie jest Twoje jedzenie? Doszukują się wspomnianego łososia, który znika za jednym kęsem – co tam, że 0,085 kg łososia, zatem nawet nie 100 gram wyniosło prawie 12 zł! I zupełnie nie przypomina tego z reklamy lokalu! Co tam, że warzywka ociekają wodą i tanim tłuszczem, chociaż surówka ratuje pusty żołądek. Ona już wie, że jego posiłek, choć niezdrowy, zwyczajnie wygrał. Że dała się nabrać na to, że zdrowe jedzenie w food courcie jest możliwe. Póki co to niestety rzadkość. Przykra i smutna.

Nie, Panie Piotrze, niech się Pan nie martwi – Ona i On więcej nie będą oszukiwali się, że stoiska w food courcie to restauracje. Oni zrozumieli, że jeśli chcą zjeść dobrze (ich rachunek łącznie wyniósł 50 zł), mogą znaleźć alternatywę w postaci Pana Restauracji. Tu będą mieli pewność, że gdy zobaczą talerz, ani On, ani Ona nie zapytają się nawzajem – a gdzie jedzenie Kochanie? A sklepy z odgrzewanym jedzeniem pozostaną dla tych mniej wymagających. Oby byli oni chociaż świadomi, że to jedzenie w 100% godne jednej nazwy – FAST FOOD. Odgrzewane gotowce lub pozbawione inspiracji pseudo posiłki. Póki co – nic innego. Oby to się jak najszybciej zmieniło.

Ps. szkoda, że lokale, które chciałyby oferować coś zdrowego w ofercie bardzo często są umiejscawiane poza food courtem, głównie ze względu na ogromne czynsze, które nie zawsze są w stanie pokryć. Nawet w miejscu odwiedzonym w tym artykule, Galerii Mokotów są takie. Tylko praktycznie poza zasięgiem pierwszego odruchu – jestem głodny, idę jeść do food courtu. Nie szukam. Widać, nawet głodny klient musi się wysilić i zrobić drugą rundę po galerii, by dotrzeć do zdrowej alternatywy. Ciekawe, co na to foodiści?

Powiedz nam co sądzisz o tym artykule: