Blog Kulinarny GdzieZjesc.info - Porozmawiajmy o jedzeniu - Gotowanie - Podróże kulinarne

Kryzys na talerzu?

W Stanach Zjednoczonych, w efekcie kryzysu ekonomicznego, obroty i wysokość sprzedaży jednej firmy znacznie wzrosły. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, jest ktoś, kto na kryzysie skorzystał. Jest to firma McDonald’s.

Dlaczego?

Wydawałoby się, że w okresie kryzysu staramy ograniczać nasze wydatki. Ale jednocześnie za wszelką cenę nie chcemy rezygnować z różnych przyjemności, na przykład jedzenia poza domem. Właśnie z tych dwóch powodów wybieramy jedzenie tańsze, często dużo mniej wartościowe. I na tym zyskują takie firmy, jak McDonald’s.

Czy w Polsce da się zauważyć podobne zjawisko?

Jak najbardziej. Wystarczy jeden dłuższy spacer głównymi ulicami dowolnego miasta. W naszym kraju od niedawna da się zauważyć trend kebabowo-pizzerniany. Może i nazwa śmieszna, ale niestety – dla wszystkich miłośników dobrego jedzenia – prawdziwa.

Przymykamy oko na jakość jedzenia poza domem.

Właśnie z tego samego powodu, czyli oszczędności. Chcemy nadal jeść poza domem, więc alternatywa pozostaje jedna – zgadzamy się na spadek jakości jedzenia. Kebab? Pizza? Hamburger, czy zapiekanka? Jeszcze niedawno większość z nas protestowałaby, że takie jedzenie jest zdecydowanie zbyt tłuste i niezdrowe. Teraz stając w kolejce w zatłoczonym lokalu typu fast-food udajemy, że temat nie istnieje.

Dobre restauracje często przegrywają walkę z fast-foodami.

Dlaczego? Sprawa okazuje się prosta. Restauracje otwierane w centrach miast muszą liczyć się z dużymi kosztami utrzymania – najmu, czynszu, etc. Mniej klientów, decydujących się na oszczędzanie, oznacza konieczność wzrostu cen dań proponowanych w lokalu. No ale przecież wyższe ceny nie zachęcają do wizyt, więc spada obrót. A w kebabiarni? Niewielki zysk na sprzedaży danego dania, łatwo można nadrobić ilością zamówień.

Okazuje się, że liczy się nie jakość, a ilość.

Podobnie jest na przykład z zamawianiem pizzy do domu. Każdemu z nas zdarzyło się zauważyć, że ser na naszej ulubionej pizzy jest już raczej produktem seropodobnym, ilość dodatków kurczy się odwrotnie proporcjonalnie do grubości ciasta, a ceny z dnia na dzień niespodziewanie nadal rosną.

I tu wpadamy w pułapkę.

Bo jedzenie w biegu, tylko pozornie sprawia nam radość. Zapominamy, że spokojnie zjedzony lunch ze współpracownikami daje nam wytchnienie, gdy zalewa nas tysiąc firmowych obowiązków, wspólna kolacja ze przyjaciółmi i długie rozmowy przy dobrym jedzeniu są tym, co dużo bardziej pomaga nam przetrwać wspomniany kryzys, niż zajadanie się tłustym i niezdrowym jedzeniem w pośpiechu i samotności. Niedzielny brunch z rodziną ma zdecydowanie silniejszy wymiar niż zamawianie do domu kolejnej pizzy, czy dość pozornie radosne spotkanie z klaunem przy hamburgerze bez smaku.

Bo właśnie o smak i radość z jedzenia nam chodzi.

Może warto nauczyć się wybierać mądrze. I nawet jeśli rzadziej, to stale cenić jakość ponad ilość. Zrezygnować z kilku dań jedzonych poza domem w biegu, zamiast zamawiać kolejne jedzenie z dostawą, przygotować posiłek razem z rodziną, a w piątkowe popołudnie spotkać się z najbliższymi i zjeść aromatycznego steka z czarnym pieprzem, pachnące świeżymi przyprawami i kurkami tagiatelle, napić się dobrego czerwonego wina i skosztować ulubionego ciasta wiśniowo-czekoladowego, podanego przez uprzejmego kelnera.

Czy właśnie to nie sprawi nam dużo więcej radości?

Powiedz nam co sądzisz o tym artykule: