Blog Kulinarny GdzieZjesc.info - Porozmawiajmy o jedzeniu - Gotowanie - Podróże kulinarne

Dość narzekania! Restauratorze – Twoje niezadowolenie czują Goście!

Lata rozmów, jako Audytora, z restauratorami kojarzą mi się przede wszystkim z ich nastawieniem – prawdopodobnie około 9 na 10 spotkanych przypadkowo właścicieli restauracji, powie Wam o tym, jaki to ciężki los spotkał ich, gdy zdecydowali się na otworzenie restauracji. Właściwie każdy dzień to dla nich udręka – od problemów ze składaniem zamówień, mało kompetentnych firm, które dowożą towar, poprzez złe relacje w załodze i nierzetelnych pracowników, aż po gości, którzy zawsze nie przychodzą wtedy, gdy trzeba, a jak nawet przychodzą, to zwykle powodują problem (w obsłudze, w zmianach podczas zamawiania dań, czy opiniach, które zostawiają). Zawsze coś jest nie tak!

Zastanawia mnie tylko, czy restaurator, który zaczyna i kończy dzień na narzekaniu ma świadomość, że jego goście to czują? Przecież wybór dostawcy i miejsca zamawiania produktów zależy tylko od niego i jeśli nie zmienia tego, co mu się nie podoba, będzie tkwił dokładnie w tym samym miejscu każdego kolejnego dnia.

Uczciwa praca załogi to przede wszystkim określone warunki współpracy, które restaurator ustala już na samym początku. Niska płaca = niska jakość pracy, więc w przypadku, gdy oferuje mało korzystną umowę (a wręcz często wcale jej nie oferuje!), nie może spodziewać się zaskakująco dobrych efektów. Już na początku będzie w miarę jasne jak zatrudniana osoba będzie pracować, nie oszukujmy się! Dlatego kucharz zarabiający połowę średniej krajowej nie zagwarantuje restauracji gwiazdki Michelin, a kelnerka zarabiająca kilka złotych na godzinę w dużym mieście dziś w pracy będzie – jutro nie, szczególnie zatrudniona bez umowy. Po prostu lepsze warunki zaoferowane gdziekolwiek indziej dadzą jej podstawę do szybkiej zmiany miejsca pracy. A uśmiech? Czasem ciężko uśmiechać się, kiedy szef tankuje samochód w ciągu za kwotę, która ma się nijak do sumy zarobków wszystkich pracowników, a pojawia się w lokalu tylko po odbiór gotówki na koniec dnia.

No i ci nieszczęśni goście.. przychodzą wtedy, gdy akurat on musi zająć się przedświątecznym cateringiem. Zająć się, tzn. zapisać co i ustalić ile i kiedy ma dostarczyć do klienta. Do tego proszą o zmianę w zamówieniu, a przecież w karcie wyraźnie jest napisane – z frytkami, nie z warzywami z grilla. Trudno zrozumieć ich potrzeby! Do tego wychodzą z restauracji i piszą te nieszczęsne recenzje, jak to u niego jest źle. Źle, to nie przychodźcie więcej, bo się nie znacie i ja wiem najlepiej! A jak Wam nie pasuje do konkurencji!

No i jak tu wiązać koniec z końcem, jak dostawa droga, składniki byle jakie i restaurator „musi” kupować coraz tańsze i gorsze, ludzie nie chcą pracować i jak tylko wychodzi z lokalu, to robią sobie przerwy zapominając o gościach, a tych z dnia na dzień coraz mniej, bo reklamy nie trzeba (kasy w końcu mało!), o Facebooka nie ma co dbać, bo i tak będą narzekać, a manager to typ, który głównie krząta się i uśmiecha gdy właściciel jest na miejscu, a po jego wyjeździe z przyjemnością zamiast go zastępować, zajmuje się plotkowaniem i robieniem niczego wspólnie z pozostałą częścią załogi.

Na koniec słyszę – ja to chyba zmienię branżę! No pewnie, najlepiej na turystyczną, albo jakąś artystyczną, bo przecież tu sprzedaż i jakość obsługi i pracy się nie liczy, prawda? Co za bzdura! Pocieszające jest to, że spotyka się tego jednego na 10-ciu właścicieli, którzy mówią – jest mi ciężko, ale zakasuję rękawy i działam. Wiem, że rano muszę dopilnować wszystkiego sam, by dobrze zacząć dzień, potem zadbać o załogę, rozdzielić pracę, obowiązki i z uśmiechem zaprosić w swoje progi gości. Posłuchać ich, gdy coś im nie pasuje, zaproponować coś nowego. Właściwie to kładę się spać bardzo późno, zmęczony, ale zadowolony – szczególnie, gdy usłyszę „u Pana w lokalu zawsze dobrze się czujemy”. Czy zmienię zawód? Nie, w końcu lubię to, co robię, a każda praca wymaga wysiłku. Sprawia mi frajdę szukanie nowych pomysłów do tego, by mój lokal był najlepszy dla moich gości. Wiem, że to jest to, bez czego jutro nie mógłbym żyć.

To właśnie te lokale polecam z ogromną przyjemnością. 1/10 – ale z zamkniętymi oczami! Tak trzymajcie optymiści!

Powiedz nam co sądzisz o tym artykule: